strona główna
strona główna strona główna
O własny język w sztuce 01


W drugiej połowie lat sześćdziesiątych Adam Styka nie malował obrazów. Wkrótce po ukończeniu studiów, w 1966 roku młody artysta wziął udział w słynnym I Sympozjum Artystów i Naukowców „Sztuka w zmieniającym się świecie” w Puławach. Tu powstały pierwsze jego obrazy-reliefy z metalu, którym nadał nazwę Stymulatory. Cykl ten kontynuował potem przez następnych sześć lat. Jak pisał w wiele lat później: „W pracach tych szukałem właściwego rozwiązania trzech interesujących mnie wówczas problemów – kompozycji, przestrzeni i swiatła.” Stymulatory były budowane z elementów rytmicznie powtarzalnych, jak poziome czy pionowe listwy lub formy owalne i miały odniesienie muzyczne. W zestawieniu, czy raczej przeciwstawieniu geometrycznego ładu podziałów i technicznego chłodu metalu muzycznemu liryzmowi i łagodności kształtów kolistych czy obłych, tkwiła nie tyle sprzeczność, ile dążenie wartości biegunowych do harmonii przez wzajemne uzupełnianie się. Dziś, z perspektywy dziesięcioleci, wnioskować można, że pierwsza ta, długa seria prac, absorbująca młodego artystę w latach 1966–1972, zawierała wszystkie istotne cechy dla jego osobowości i tym samym dla jego sztuki. Nawet upodobanie do koloru pojawiło się w tym okresie tworzenia obiektów z metalu, z natury rzeczy wyzbytego barw chromatycznych. Zaproszony do wrocławskiej galerii „Pod Moną Lizą” w 1968 roku zrealizował artysta wystawę, ważną i symptomatyczną dla losów jego sztuki. Galeria składała się z trzech sal. W pierwszej z nich powiesił twórca na ścianach obrazy-reliefy; i była to przestrzeń tradycyjnie statyczna. W drugiej umieścił na podestach, po kilka metalowych mobili na każdym, które wprawione w ruch uderzały o siebie; i była to przestrzeń kinetyczno-dźwiękowa. Trzecią, zaciemnioną salę wypełniło kilkadziesiąt powtarzalnych, metalowych elementów o wysokości 3 metrów. Były one objęte trzema strumieniami światła w kolorach zasadniczych: czerwonym, żółtym, niebieskim. Część sali oświetlona była intensywnie, część zanikała w ciemności. Koncert barwny w tym wnętrzu był urozmaicony, bo trzy kolory światła różnie działały w zależności od kąta padania i zróżnicowanych fakturalnie powierzchni, zaś nakładając się niekiedy na siebie tworzyły barwy wypadkowe. Ta wielorodna wystawa ujawniła skalę zainteresowań artysty i jego zamierzeń artystycznych. Była też wyrazem jego dążeń i kierunków poszukiwań. W dwa lata później jeszcze raz podjął Styka zadanie przestrzenno-monumentalnego działania, połączonego zresztą także z zastosowaniem koloru; tym razem w ramach uczestnictwa w Sympozjum „Wrocław 70”. Jako miejsce realizacji wybrał plac Kościuszki, gdzie wedle jego koncepcji, miało stanąć, opartych na ziemi pod kątem, 25 sześcianów z metalu, pełnych i ażurowych, w wymiarach od 1 x 1 m do 4 x 4 m, przy czym część z nich miała być pomalowana, ale większość pozostawiona w naturalnym kolorze metalu. Projekt zakładał, że artysta co roku będzie w ten układ otwarty dostawiał kolejny sześcian. Tym sposobem chciał odnotowywać ciągły upływ czasu.

Bożena Kowalska

Towards A Personal Art Language 01


n the second half of the 1960s, painted images were absent from Adam Styka’s work. Soon after his graduation in 1966, the young artist took part in the famous First Symposium of Artists and Scientists in Puławy held under the title ‘Art in the Changing World’. Here his first relief images in metal saw the light of day. He called them Stimulators and continued the series for the next six years. He later wrote, ‘In these works, I was on the lookout for a solution to three problems preoccupying me at that stage, that is, composition, space, and light.’ Constructed of rhythmically repetitive elements, such as vertical and horizontal slats or oval and cylindrical forms, the Stimulators suggested a reference to music. There was no element of contradiction in the fact that the geometric order of divisions and the technical coldness of metal were juxtaposed with, or perhaps deliberately set against, musical lyricism and the gentleness of oval shapes. Rather, it was a sign that diametrically opposite values strive for harmony by complementing each other. Decades later, this first long series engaging the young artist in 1966–72 presents itself to us as containing all of the essential qualities specific to his personality and hence also his oeuvre. Even his predilection for colour manifested itself at that early stage of metal objects, despite the natural absence of chromatic hues in the material. In 1968, invited to the Mona Lisa Gallery in Wrocław, the artist put on an exhibition of importance to the later history of his work and, in retrospect, symptomatic of it. The gallery consisted of three rooms. Putting up his relief images in the first, Adam Styka arranged a traditional static space. The second room contained pedestals with, mounted on each of them, a couple of metal mobiles that struck against each other when set in motion. The resulting space had a kinetic-acoustic nature. The third room, which was blacked-out, contained several dozen repetitive metal objects, each three metres high, flooded – from three sources – with light in the elementary colours of red, yellow and blue. In a section of the room the illumination was intense while the rest vanished in darkness. The colour ‘concerto’ in the interior was indeed quite varied since the impact of the three hues changed with the angle of the incidence of light, the textural variety of the surface, and also as a result of other hues emerging from occasional superimposition. As multifarious as this, the display demonstrated the scale of the artist’s interests and creative intents. Additionally, it was an expression of his aspirations and directions of research. Two years later Styka once again undertook a monumental-spatial task, likewise combined with the use of colour, this time within the framework of the ‘Wrocław ‘70’ symposium. As the place of action, he chose the Kościuszki square. There, according to the underlying concept, twenty-five metal cubes, solid and open-work ones, their size ranging from 1 x 1 to 4 x 4 m, were to be fixed at some angle to the ground, some of them painted, but most left in the natural metal colour. Every year – so the artist’s concept – he would add another cube to this open system, by which to record the continuous passage of time.

Bożena Kowalska